numer ósmy.
Kraków bez czegoś tegoś.
Na szybko, bez czasu.
I ładnie, bez czaru.
Bez cuda.
I pierwszy raz chciało się wracać.
Tam gdzie cud.
wszystkie zdjęcia powstały nie patrząc w wizjer, trzymając aparat w ręce opuszczonej (patrz ostatnie zdjęcie), strzelając przypadkiem.
ot tak, bo czasu nie było.
PS. po wakacjach będzie więcej Krakowa, nowym domem gdzie można kupić sobie wykształcenie.










